Relacja pochodząca z pierwszej wersji książki Polityczni.

W sobotę [27 marca 1982] zostałem zawieziony do miejscowego zakładu karnego [w Chełmie]. W celi powitały mnie zaciekawione spojrzenia młodych ludzi — nieczęsto widzi się tu przybysza z taką ilością tobołów. Z miejsca powiedziałem, skąd przybywam i w związku z czym tu się znalazłem. Gdy padło nazwisko „Zakrzewski”, młody człowiek o czarnych włosach i śniadej cerze ożywił się:
— To on wydał nakaz aresztowania mnie! Stary ubowiec! Głupi jak but, moczymor­da, ale za jego ubowskie zasługi zrobili go prokuratorem rejonowym! Najgorszy skurwy­syn w całej prokuraturze!

Znaczek pocztowy z 1985 roku, autor: Jan Bokiewicz

Znaczek pocztowy z 1985 roku, autor: Jan Bokiewicz

Mój rozmówca okazał się mieszkańcem podwłodawskiej wsi, kierowcą ciężarówki w PKS- -ie. Gdy nastał stan wojenny, kazali mu podpisać „filipinkę”, czyli deklarację lojalności. Odmówił. Przyszła do niego w nocy policyjna brygada z rewizją, rozłamali nowy tapczan. Rodzice przestraszyli się, matka zasłabła. On sam się zdenerwował, naurągał intruzom. Zabrali go ze sobą. Dostał miesięczną sankcję. — Gdyby mnie wziął inny prokurator, na pewno by puścił wolno. Ale nie Zakrzew­ski! — mówi.

Z kolei zagaduje mnie chłopak z trójkątną szparą między przednimi zębami:
— Może znałeś Staszka Karpika spod Siedlec? Podobno go internowali…
— Jasne! Razem nas trzymali we Włodawie…

Już po piętnastu minutach czuję się zaprzyjaźniony ze wszystkimi.
— Mów mi „Bax” — zwraca się do mnie znajomek Staszka Karpika. Wyjaśnia mi, że jego „ksywa” wzięła się od Królika Bugsa, którego podobno przypomina swoim uzę­bieniem. Kierowca spod Włodawy ma ksywę „Cygan”.

W porze obiadu wszyscy siadają do stołu, ja z nimi, a tu konsternacja — pozostali spoglądają po sobie. Bax z pewnym zażenowaniem odzywa się: Widzisz, my tu wszyscy grypsujemy, grypsujący z niegrypsującymi nie mogą jadać przy jednym stole, najlepiej by było, jakbyś grypsował z nami.
— Jasne! Grypsuj tak jak my i będzie fest — popiera Cygan. Przyjąłem to zaproszenie.

Miałem poczucie, że moja odmowa oznaczałaby brak uprzejmości. Nie chciałem zepsuć miłej atmosfery. A w głębi duszy — bardzo lękałem się sytuacji samotnego „ciała obcego” w tej społeczności. Za bardzo czułem się zmal­tretowany taką sytuacją w „internacie”.

Już w trakcie obiadu, Bax zaczął mnie szczegółowo wprowadzać w tajniki grypsowa­nia. Przede wszystkim: grypsujący to nie grypser, to ostatnie słowo oznacza męskiego członka! Grypsujący jest obowiązany do posługiwania się „bajerą” — żargonem grypsu­jących. I tak: nie mówi on, tylko „nawija”; nie pali, tylko „jara”; jara się „szlugi”, a nie papierosy. Nie pije on, tylko „kira”, przy czym kira się z „kubanów”, a nie z kubków. Nie je on, tylko „szamie”, a szamie się z „dołków” — misek — bądź „platerów” — tale­rzy. Nie patrzy on, tylko „obcina”, na przykład przez „lipo” — okno. Jeżeli klawisz obe­tnie go przez „kukiel” — wizjer w drzwiach — przy czymś zakazanym, to jest „przypał”. W wyniku przypału zazwyczaj następuje „kipisz” w celi. „Gady” mogą wykipiszować na przykład „mojkę” — żyletkę, dlatego mojki i wszelkie ostre przedmioty należy starannie „kitrać” — chować. Czasami gady przeoczą coś z rzeczy zakazanych, co nie było skitra­ne — wtedy radość — „pofarciło się”! Natomiast nie wolno powiedzieć, że się udało; tylko gadom czy „psom” — milicjantom — może się coś udać, na przykład kogoś „skrę­cić” — aresztować. Nie siedzi się w więzieniu, tylko „garuje”, a jak się ktoś dorobi dłuż­szego stażu w garowaniu, to powiedzą o nim, że jest „stary garucha”. Zależnie od wie­ku garujący jest „małolatem” bądź „zgredem”.

Większość zasad grypsery ma generalny klucz: nie wolno używać słów mogących wywołać skojarzenie z męskim członkiem. Nie wolno powiedzieć „drut”, należy mówić „przewód”; mogłoby to bowiem sugerować, że któryś z grypsujących bierze do ręki dru­ta, czyli męskiego członka, a taka sugestia jest niedopuszczalna. Na tej samej zasadzie niedopuszczalne jest użycie słowa — „koniec” i wszelkich pochodnych. Tak więc grypsu­jący niczego nie kończy, tylko „krańcuje”, ani też jemu nic się nie kończy, tylko ewen­tualnie krańcuje się — na przykład, garowanie. Grypsujący niczego nie ciągnie, tylko „targa”. „Ciągnięcie druta” to masturbacja ustami, dlatego grypsujący nie może nicze­go ciągnąć. Nie mówi się nawet, że w celi jest przeciąg, tylko — „przetarg”. Na jajko grypsujący mówi „skorupiak”, by uniknąć wrażenia, że bierze do ust czyjeś jądro. Naj­ogólniej — niedopuszczalna jest sugestia w jakikolwiek pośredni sposób przyrównują­ca grypsującego do „cwela”, czyli gwałconego współwięźnia.Słucham pouczeń Baxa uważnie i w skupieniu. Jest już co najmniej godzina po obie­dzie, pora kiedy mój pokancerowany żołądek najbardziej dopomina się herbaty, takiej gorącej, świeżo zaparzonej. Jestem starym herbaciarzem i od lat zwykłem tego dużo wy­pijać. Mówię o tym Baxowi.

— Dałoby się zrobić, tylko trzeba mieć ziarka — słyszę w odpowiedzi. Wiadomość, że w moich bagażach znajduje się herbata, wywołuje ogromne poruszenie.
— Nie wykipiszowali ci ziarek? — pytają z niedowierzaniem.Dopiero teraz dowiaduję się, że herbata jest tutaj towarem zakazanym — we Włoda­wie więźniowie mogli sobie robić herbatę do woli, dwa razy dziennie był roznoszony po celach wrzątek. Gdy przyjmowano mnie na oddział, „kipiszowano” moje toboły byle zbyć, być może zniechęciła strażników perspektywa żmudnej roboty przy przeglądaniu kupy papierów. I tak nieświadomie przemyciłem rzecz nad wyraz cenioną i pożądaną.

Taka porcja ziarek nazywa się „przegub” — objaśnia Bax, trzymając w ręku 100-gra­mową paczkę „Darjeeling”, a połowa tego — to „kant”. Zaś to, co się mieści w pudeł­ku od zapałek, to „szufladka”.

Do „zajechania”, czyli zagotowania wody, niezbędny jest prąd elektryczny, którego jedynym źródłem w celi jest oprawka żarówki. Pokazują mi niepozorny drucik wystają­cy z oprawki, haczykowato wygięty ku górze — jest to „wąs”, czyli wyprowadzenie na­pięcia na zewnątrz oprawki.Rozlega się pukanie w ścianę z sąsiedniej celi. Bax podchodzi do okna, uchyla ramę okienną i woła: „Nawiń!”, co oznacza, że jest gotów do rozmowy. Rozmówca Baxa ma ksywę „Juby”, po paru minutach obaj wymieniają okrzyk „spa­daj!” sygnalizujący koniec rozmowy.
Pytam Baxa:
— Czy ten Juby ma do ciebie pretensję czy co, że tak ciągle do ciebie „kurwa two­ja mać”?

Naiwność pytania wywołuje ogólny śmiech. Bax wyjaśnia dobrotliwie:
— Widzisz, filozofia jest taka, że człowiek w więzieniu nie ma matki. Zamiast niej matkuje mu naczelnik więzienia, bo go karmi i opiera. Dlatego tutaj „kurwa twoja mać” znaczy, że naczelnik mamra jest kurwa. Przyznam ci się, że jak przyszedłem do mam­ra, to mnie też to „kurwa twoja mać” bardzo raziło. A w ogóle słowo „kurwa” musi być skrańcowane. Nie możesz powiedzieć „kurwa” tak bez niczego, tylko musi być jeszcze coś, na przykład „kurwa jego mać”. Wystarczy dodać jedno słowo, na przykład „kurwa twa” — i już jest skrańcowane.

Życzliwości Baxa zawdzięczam, że moje przystąpienie do społeczności grypsujących odbyło się wybitnie ulgowo.
— Jak tu się małolatów uczyło grypsowania, to dopiero dawało się im szkołę!Obecni zaczynają wspominać numer z „marchewą”, jaki przeszedł najmłodszy miesz­kaniec celi. Ustawili go przed oknem, z którego widać nieco terenu poza murem więzien­nym i pytali: „Co widzisz?”. Ten odpowiadał: mur, domy, drzewa, samochody itp. Każda z tych odpowiedzi jako „nieprawidłowa” była karana siarczystym uderzeniem „marche­wą”, czyli ciasno skręconym i nasączonym wodą ręcznikiem. Po każdym uderzeniu pada­ło pytanie. Wreszcie gdy uznano, że dostał już dość, nieszczęsny nowicjusz dowiedział się, iż za oknem widać wolność.Kiedy korzystam z „bardachy” — klozetu, przed podniesieniem dekla, w myśl po­uczeń Baxa, wołam z przejęciem:
— Nikt nie szamie, nie kira? Bardacha odkryta!Mimo usilnego napinania się ciurkam cienko i długo. Ogromnie peszą mnie okrzy­ki, skierowane do mnie:
— Mieszaj, mieszaj! Bo się przypali!
Oznacza to, by przez cały czas korzystania z bardachy puszczać wodę spłukującą klo­zet. Pozwala to zmniejszyć niemiłe zapachy rozchodzące się po celi. Po opuszczeniu de­kla starannie myję ręce pod kranem. Należy to do kardynalnych obowiązków grypsują­cego: ręka, która dotykała członka, niezwłocznie musi zostać umyta.
— Tylko żeby ci nigdy nie przyszło do głowy włożyć swojego małego do umywalki! — napomina mnie surowo Bax.
W sytuacji takiej bowiem umywalka uległaby „przecweleniu”, żaden z grypsujących nie mógłby już z niej korzystać. Ogólnie przecwelone jest wszystko, czego dotknął mę­ski członek, tak samo przecwelone jest to, na co padła choćby kropla moczu. Na tej za­sadzie przecwelone jest wnętrze bardachy i absolutnie niedopuszczalne jest włożenie tam ręki przez grypsującego, podobnie nie wolno stawać boso w bezpośrednim otocze­niu bardachy. Również po każdym dotknięciu choćby tylko dekla bardachy należy umyć ręce.

Strony: 1 2 3

Dodaj komentarz


Recenzje

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

Metropolia Jest Okey 2017

Od 14 grudnia do 30 grudnia 2017 roku

Metropolia Jest Okey 2017 – plakat (źródło: materiały prasowe organizatora)

Góry – Morze – Morze – Góry

Od 15 grudnia 2017 roku do 4 lutego 2018 roku

Paulina Siedlarz (źródło: materiały prasowe organizatora)

Różewicz. Bez tekstu

Od 15 grudnia 2017 roku do 11 marca 2018 roku

Praca nad cyklem „cd. Nauki chodzenia”, na zdjęciu Tadeusz Różewicz, fot. Janusz Stankiewicz (źródło: materiały prasowe organizatora)

Moja mama jest moim największym fanem. Paweł Zawiślak aka Kropki Kreski.

Prace z lat 2010–2017

Od 15 grudnia 2017 roku do 4 lutego 2018 roku

Paweł Zawiślak „Allegory of the vanities of the world Cartier Necklace” (źródło materiały prasowe organizatora)

Haunts

Od 8 grudnia 2017 roku do 31 stycznia 2018 roku

Katarzyna Bartkowiak, „Nie”, 2013 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kot Schrödingera. Wobec tradycji

Od 8 grudnia 2017 roku do 11 stycznia 2018 roku

Kasia Kmita, Ognisko, z cyklu „KODRY”, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

NORTH by NORTH-EAST

od 4 do 9 grudnia 2017 roku

Wiktoria Wojciechowska, cykl „The Path” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Życie mieszkańców Chin pod koniec panowania dynastii Ming

Od 12 grudnia 2017 roku do 11 marca 2018 roku

Misa z dekoracją przedstawiającą legendę o Wang Xizhi, panowanie cesarza Wanli (1573–1620) z dynastii Ming porcelana, dekoracja w technice woucai (źródło: materiały prasowe organizatora)

Julita Malinowska. Spełniona

Od 15 grudnia 2017 roku do 31 stycznia 2018 roku

Julita Malinowska, „Rozmowa”, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Arte excentrica, czyli wody spokojne, fastrygi, perfumerie i warzywniaki

Od 15 grudnia 2017 roku do 14 stycznia 2018 roku

kie-csw-slupsk-2017-12-04-001-576x432.jpg

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR