Tegoroczny, 64. Festiwal Filmowy w Cannes minął pod znakiem końca: życia (w mikrowymiarze) i świata (w makrowymiarze). Ten ton narzuciły przede wszystkim dwa wielkie filmy konkursowe od początku wymieniane  jako faworyci i już goszczące w polskich kinach: Drzewo życia Terrence’a Malicka i Melancholia Larsa von Triera.

Kadr z filmu Drzewo życia w reżyserii Terrence’a Malicka, 2011

Kadr z filmu Drzewo życia w reżyserii Terrence’a Malicka, 2011

Pierwszy jest medytacją o życiu widzianym z perspektywy śmierci – nabierającej tu biblijnego czy kosmicznego wymiaru. Fabułę wypełnia retrospekcja życia bohatera, amerykańskiego architekta (Sean Penn), powracającego pamięcią do czasu dzieciństwa, spędzonego w podmiejskim domu w Teksasie w latach pięćdziesiątych. Trzech braci próbuje znaleźć swoje miejsce pomiędzy surowym ojcem (Brad Pitt) i anielską matką (Jessica Chastain), i wydarza się tragedia, którą bohater pragnie po latach zrozumieć i pogodzić się z nią. Formalnie całość stanowi swoiste requiem ze śpiewanymi Lacrimosa czy Agnus Dei i z mottem zaczerpniętym z Księgi Hioba. Kamera, cały czas tańcząca wokół bohaterów, w muzycznym rytmie odjazdów i najazdów co i rusz wyławia zza ich głów zachodzące słońce, niepowtarzalne światło magicznej godziny. W dwudziestej minucie projekcji Malick dodaje do tego wizję (animowaną) początku świata i życia, z galaktykami i dinozaurami włącznie…Te obrazy są po prostu zniewalające, a całość ociera się o arcydzieło.

Śmierć jednostki rozpoczyna epopeję narodzin życia, splatając ze sobą mocno owe dwa wymiary, tym mocniej, że w komentarzu zza kadru mowa jest o odwiecznym dualizmie dwóch elementów: łaski i natury. Podobne zamiary przyświecały Melancholii, zaczynającej się od wizjonerskiego ciągu symbolicznych scen prezentowanych w zwolnionym tempie pod muzykę ze wstępu do Tristana i Izoldy Wagnera. Po tej uwerturze następują dwa właściwe akty, nazwane imionami dwóch głównych bohaterek. W pierwszym Justine (Kirsten Dunst) wychodzi za mąż – wybrany jest niemal księciem z bajki a ceremonia weselna, którą zorganizowała Claire, jej siostra (Charlotte Gainsbourgh), wystawna. Mimo to, panna młoda, obnosząca się dotąd z maską energicznej copywriterki, zdradza objawy wszechogarniającej depresji. Jakiś czas potem przyjeżdża sama do siostry, zajmującej się sztuką współczesną w izolowanym zamku, by tam wspólnie oczekiwać zderzenia Ziemi z planetą Melancholia. Wątek science-fiction pozostaje tu oczywistą i raczej dość płaską metaforą, a z połączenia obu warstw Trier nie wysnuwa dalszych konsekwencji – mimo to film zapada w pamięć, zwłaszcza dzięki niezwykłemu nastrojowi ostatnich minut przed katastrofą.

Znacznie bardziej frapującym intelektualnie obrazem okazał się Kod niebieski Urszuli Antoniak prezentowany w sekcji Quinzaine des Réalisateurs (premiera na Nowych Horyzontach, w lipcu). To ascetyczna i chłodna z pozoru opowieść o pielęgniarce w średnim wieku, która pracując w hospicjum, co jakiś czas pomaga niektórym staruszkom zejść z tego świata. Na pamiątkę (fetysz?) zabiera obgryziony ołówek, wyszczerbiony grzebień, pęknięte lusterko… Stopniowo poznajemy jej życie osobiste: skrajne poświęcenie pracy, przejmującą samotność, wreszcie perwersyjny związek z sąsiadem z osiedla. W głównej roli wystąpiła nadzwyczajna Bien de Moor, która nadała postaci głębię i człowieczeństwo, ocierając się zarówno o świętość, jak i patologię. To ważny głos w debacie o instytucjonalnej eutanazji i prawie do decyzji o własnym życiu. Zarazem kolejny dowód na talent naszej rodaczki mieszkającej w Holandii.

Kadr z filmu Melancholia w reżyserii Larsa von Triera, 2011

Kadr z filmu Melancholia w reżyserii Larsa von Triera, 2011

Trzy kolejne filmy o końcu życia i świata skupiały się na reakcji rodziny wobec zagrożenia jednego z jej członków. Bohaterem amerykańskiego Schronu Jeffa Nicholsa (sekcja Tydzień Krytyki) jest budowlaniec, który zaczyna miewać wizje nadciągającej klęski żywiołowej w postaci tornada. Bezskutecznie próbuje podzielić się swoimi lękami z otoczeniem, co wzmaga  paranoję, i w końcu oddaje się bez reszty wznoszeniu burzowego schronu w ogrodzie. Reżyser mnoży wątpliwości, co do faktycznego statusu niepokojących znaków – realnego lub urojonego, a Michael Shannon daje popis w głównej roli. U Nicholsa w momencie próby rodzina okazuje brak wsparcia, człowiek zostaje sam na sam z katastrofą i, podobnie jak u von Triera, poczucie końca determinuje psychikę postaci.

Inaczej wygląda ten motyw w austriackim Przystanku na trasie Andreasa Dresena (sekcja Inne Spojrzenie). To teledokumentalny niemal zapis postępującej cielesnej i mentalnej degradacji mężczyzny cierpiącego na nieoperowalny guz mózgu. Reżyser w ujmujący sposób przedstawia poświęcenie i siłę charakteru żony chorego, powoli rodzące się zrozumienie tej trudnej sytuacji przez dzieci, a także godność i poczucie humoru, z jakimi znosi swoją chorobę sam bohater (nagrywanie „spowiedzi” na telefon czy mnemotechniczne nalepianie kartek na pokoje i… osoby). Podobną reakcję na życiową katastrofę pokazuje islandzki „portret małżeństwa z czasów starości”, czyli Wulkan Rúnara Rúnarssona (sekcja Piętnastka Filmowców), który znajdzie się w programie tegorocznych Nowych Horyzontów. Mąż, dyrektor szkoły, po odejściu z pracy myśli o samobójstwie, potem omal nie ginie na dziurawej łajbie podczas połowów na otwartym morzu, gdy jednak żona przechodzi zawał i nie odzyskuje przytomności, to on podejmie bohaterską decyzją o codziennej opiece w domu, wbrew własnym dzieciom. Poetyckiego kontekstu dodają tu zdjęcia natury i surowa chóralna muzyka, która towarzyszy także otwierającym film kronikalnym zdjęciom zalewanego przez lawę miasteczka. Dopiero później okazuje się, że właśnie stamtąd musiała uciec para bohaterów, i jak bardzo to przesiedlenie i tęsknota określiły ich życie. Znów mamy subtelne połączenie losu jednostki (choroba i śmierć) oraz społeczności (zagłada i emigracja)…

 

Gest dobroci, gest miłości

Co najbardziej może osobliwe w wymienionych wyżej filmach, to pewne drobne czasem gesty, jakimi w perspektywie końca obdarzają się bohaterowie. Gesty miłości i dobroci, jakby na przekór wszystkiemu, co się stało i co ich otacza: to podróż sentymentalna do domu z finału Wulkanu, to przeniesienie choinki z prezentami do łóżka chorego w Przystanku na trasie, to telepatyczne niemal porozumienie między pielęgniarką a chorymi w Kodzie niebieskim. Wreszcie, to budowanie prostego szałasu z kilku gałęzi przez Justine i synka Claire pod koniec Melancholii – schronienia, które nie uchroni przez zagładą, ale pozostaje aktem buntu wobec nieubłaganego losu. Wiele innych filmów obecnych w Cannes skupiało się na takich właśnie międzyludzkich reakcjach i relacjach, opartych na pomocy, poświęceniu, miłości, nadziei. Cały tegoroczny festiwal można by widzieć jako taką podstawową opozycję: katastrofizmu i utopizmu.

Kadr z filmu Wulkan w reżyserii Rúnara Rúnarssona , 2011

Kadr z filmu Wulkan w reżyserii Rúnara Rúnarssona , 2011

Przywołam tutaj dwa odmienne filmy związane w dziwny sposób tematem nielegalnej emigracji oraz atmosferą lokacji – portowego miasta Hawr. Otwierająca Quinzaine Wróżka (premiera Funny Games EU, 8 września) to trzecia filmowa próba tercetu związanego z teatrem, w składzie: Dominique Abel, Fiona Gordon i Bruno Romy. Magiczna, staroświecka, slapstickowa opowieść w stylu Laurela i Hardy’ego, pomieszana z musicalem i kabaretem. Do nocnego portiera-nieudacznika przychodzi uciekinierka z psychiatryka twierdząca, że jest wróżką i  że spełni jego trzy życzenia. I mimo że po skuterze i cysternie benzyny, bohater nie może wymyślić trzeciej potrzeby, rodzi się wielka nieśmiertelna miłość. Opowiadanie fabuły Wróżki nie może jednak oddać jej uroczego charakteru, na który składają się: pogonie i gagi, taneczne numery, przerysowane aktorstwo, uproszczone zdjęcia. Jednocześnie w tle komiczna postać Anglika uczącego się francuskiego i pomagającego trzem Afrykanom przedostać się do Wielkiej Brytanii.

Dokładnie o tym samym marzy mały chłopiec, który ucieka z kontenera pełnego nielegalnych emigrantów w konkursowym Hawrze Aki Kaurismäkiego. Nieoczekiwanie pomaga mu były artysta a obecnie pucybut, prowadząc grę z ponurym (pozornie) inspektorem policji. Tym gestem w cudowny sposób ratuje swoją śmiertelnie chorą żonę – kolejny canneński promyk nadziei. Hawr to powrót fińskiego mistrza w najlepszej formie: zdjęcia i nastrój z francuskiego noir, kamienne twarze aktorów w surrealistycznych sytuacjach, rozstrojone melodie tanga i starego rocka. Kino Kaurismäkiego smakuje się jak wizytę starego przyjaciela z dobrze znanymi anegdotami, a jednocześnie niepodrabialnym stylem.

Także belgijscy bracia Dardenne od lat kręcą wciąż ten sam film, nawet jeśli w innym, bo realistycznym stylu i skupiając się jakby na różnych momentach tego samego losu i bohatera. Nagrodzony Chłopiec z rowerem to kontynuacja głośnego Dziecka, gdzie świeżo upieczony ojciec zaczyna mieć wątpliwości, czy go zatrzymać – tu już zdecydował, oddając syna do domu dziecka. Główny zainteresowany rozpaczliwie poszukując rodzica, poznaje przypadkowo fryzjerkę z porządnej dzielnicy. Ta zgadza się go adoptować, choć czeka ją wiele rozczarowań i trosk – ślepe zapatrzenie podopiecznego w ojca, jego ciągłe ucieczki, skłonność do popadania w złe towarzystwo. Końcówka filmu, po wielu dramatycznych zwrotach, zaskakuje nietypowym dla braci Dardenne optymizmem. I nawet jeśli pozostaje pytanie, dlaczego tak naprawdę fryzjerka podjęła swą decyzję (droga do społecznego awansu samotnej kobiety?), to liczą się czyny i skutki, a w ostatecznym rozrachunku jej gest okazał się prowadzić, a jakże!, do miłości.

Nie tak jednoznaczny okazał się Poza szatanem, najnowszy film Bruno Dumonta, bez wątpienia jeden z najbardziej niepokojących i sugestywnych obrazów canneńskich, pokazywany w sekcji Inne Spojrzenie (na Nowych Horyzontach kompletna retrospektywa reżysera). To rodzaj teologicznego traktatu łączącego naturalizm z symbolizmem, o przyrodzie i nadprzyrodzonych zjawiskach, rozgrywany w bardzo niespiesznym rytmie, w długich ujęciach w planie ogólnym. Po lasach, wydmach i bagnach północnej Francji krąży para dziwnie dobranych postaci: milczący Mężczyzna w średnim wieku o nieobecnej twarzy i młoda Dziewczyna o gotyckim wyglądzie. On jest postacią pełną sprzeczności: to zabija jej okrutnego ojczyma, to kontempluje piękno krajobrazu; to masakruje jej natrętnego adoratora, to uzdrawia czy wręcz ożywia ludzi… Poza społeczeństwem i prawem, poza dobrem i złem, poza bogiem i szatanem, Dumont opowiada o bezgranicznej miłości i poświęceniu. Majestatyczne ujęcia swojskiej przecież natury sprawiają wrażenie, jakby Mężczyzna był z nią zespolony, stanowił jej integralny element. Fascynuje też jego twarz, poorana przez wiatr i doświadczenie, do tego dzika ekspresja naturszczyka. Znów mikro i makro.

Kadr z filmu Poza szatanem w reżyserii Bruno Dumonta, 2011

Kadr z filmu Poza szatanem w reżyserii Bruno Dumonta, 2011

Wreszcie gest najbardziej osobliwy, z filipińskiego Busong Auraeusa Salito, pokazywanego w Piętnastce Filmowców. Główna bohaterka jest poważnie chora i krewni wiozą ją do głównego szamana. Całe jej ciało pokrywają blizny niczym po oparzeniach, miejscowi znachorzy i zachodni medycy są bezradni. By odwrócić jej uwagę od choroby, bracia opowiadają jej różne historie i rzeczywistość powoli miesza się z baśnią. W końcu, po kąpieli pod wodospadem, wrzody na ciele kobiety zaczynają pękać, a z nich wypełzają dziesiątki tłustych larw. Szokujące jest to zderzenie piękna kobiety z brzydotą owadów oraz bólem, którego przecież widz się domyśla. Jeszcze większe jest jego zaskoczenie, gdy larwy przepoczwarzają się w delikatne, kolorowe motyle. W tej podwójnej metamorfozie, sfilmowanej w prawie nierzeczywisty sposób, skupia się jak w soczewce wspomniany nurt festiwalu: cud życia – okrucieństwo końca – otwarcie na piękno.

Stylizacja, konwencja, dokument

Rozpisuję się tu głównie o tematach i fabułach canneńskich filmów, ale przecież nie (tylko) dzięki nim znalazły się one akurat tutaj. Przede wszystkim zostały wybrane z powodu samej formy: dojrzałej, autorskiej, oryginalnej, innowacyjnej, zintegrowanej z tematem. Pod tym kątem niemal nie było rozczarowań, nie pamiętam żadnego obrazu, który by zaniżał bardzo wysoką przeciętną. Dominującą estetyką w kinie artystycznym pozostaje minimalizm, wahający się od odmiany realistycznej (lub wręcz naturalistycznej) po stylizowane kadry i symboliczne postaci. Daje się jednak wyczuć w Cannes, że dopuszczane jest coraz śmielsze i świadome wykorzystywanie konwencji czy wręcz pastiszu określonej epoki czy estetyki, tak jak tarantinowskie kino gangsterskie w nagrodzonej Jeździe Nicolasa Windinga Refna, czy musicalowa feministyczna komedia w Dokąd teraz pójdziemy? Nadine Labaki. W poniższej, trzeciej i ostatniej części relacji, chciałbym się przyjrzeć kilku najbardziej udanym realizacjom, umieszczając je między hiperstylizacją i hiperrealizmem.

Jednym z większych zaskoczeń w konkursie okazał się dopisany w ostatniej chwili francuski Artysta Michaela Hazanaviciusa. Utrzymany w stylu kina niemego końca lat dwudziestych, opowiada o upadku kariery hollywoodzkiego amanta Georga Valentina, który buntuje się przeciw kinu dźwiękowemu. Próbują go ratować wierny kamerdyner, jeszcze wierniejszy pies i zakochana aktorka, która rozkwita właśnie dopiero w filmach mówionych. Historia jest pełna gagów i bardzo udatnej stylizacji (zwłaszcza pod kątem muzyki i scenografii). Wielkie wrażenie wywierają dwa momenty: kiedy w końcu dźwięk z kadru rozbrzmiewa – jak w prześmiesznym koszmarze bohatera, gdzie okazuje się, że dźwięczy wszystko wokół za wyjątkiem jego własnego głosu… Oprócz udatnego pastiszu melodramatu, nie mniej istotna okazuje się, oczywiście, nostalgia – nie tyle za dawnym kinem, ile za swoistą naiwnością i czystością tych czasów, które muszą ustąpić miejsca nowym.

Dwa rejestry, komedii i dramatu, szczęśliwie połączył Habemus Papam Nanni Morettiego (premiera polska jesienią). Włoski reżyser w typowy dla siebie sposób bawi, zmuszając zarazem do refleksji – oto kardynał (wielka rola Michela Piccoli) nie jest w stanie udźwignąć wyboru na papieża. Mimo starań cwanego watykańskiego rzecznika (Jerzy Stuhr) i psychoanalityka-sportsmena (sam Moretti), sprawca zamieszania wymyka się do miasta. Próbuje po latach indoktrynacji zrozumieć, kim jest, czego pragnie, co go uszczęśliwia. Znów powraca rozdźwięk między tym, co ludzkie, a tym, co ponadludzkie, rytualne – nie przypadkiem zwycięzca konklawe odnajduje się w teatrze, śmiejąc się i przerzucając cytatami z aktorami. I nie przypadkiem czekający na pasterza kardynałowie z takim upodobaniem oddają się sportowej rywalizacji w turnieju siatkówki zorganizowanym przez profesora psychoanalizy. Wszystko jest udawaniem, wszyscy mają pretensje. Film Morettiego to właściwie kino środka, godzące mainstreamowy język z autorskim przekazem – interesujące, że i dla takich obrazów znalazło się miejsce w szerokim spektrum tegorocznego konkursu w Cannes.

Ewidentnie bardziej po stronie arthouse’u sytuuje się osobliwy debiutant w konkursie – dotychczas dyrektor castingów, Markus Schleinzer ze swoim Michaelem (Nowe Horyzonty, lipiec). Tytułowym mężczyzną okazuje się agent ubezpieczeniowy w średnim wieku, o miłej aparycji i z domkiem na przedmieściach, w którego piwnicy zamknięty jest mały chłopiec… Nie wiemy, w jaki sposób się tam znalazł i jak długo przebywa, nie widzimy także ani samych stosunków, ani chwil samotności bez oprawcy. Zamiast tego, czułe gesty za opuszczonymi żaluzjami: ubieranie choinki, oglądanie telewizora, od święta i codziennie. Godna kontynuacja austriackiej tradycji krytycznej, a Michael Fuith został nadzwyczaj trafnie obsadzony jako potwór z sąsiedztwa. Całość utrzymana została w bardzo dziś popularnym „neutralnym” stylu, opartym na minimalnym aktorstwie, wnikliwej obserwacji codziennych czynności i zwyczajnych dialogów, braku muzyki i kreacyjnych zdjęć. To też już konwencja…

Zupełnie poza nią sytuują się trzy osobiste wypowiedzi uznanych twórców, mam na myśli Hanezu Naomi Kawase (premiera na Filmach Świata, w listopadzie), Renée odchodzi Jonathana Caouette’a i Arirang Kim Ki-Duka (pokazywane odpowiednio w: Konkursie, Tygodniu Krytyki i w Innym Spojrzeniu). Japonka kolejny raz mierzy się z tematem śmierci i natury, pokazując jak trudno się dziś dostosować do rygorów tradycji. Ujęcia niemal dokumentalne mieszają się tu z obrazami-symbolami i bardzo poetyckim komentarzem z offu. Amerykanin próbuje zdyskontować swój przełomowy debiut o własnym dzieciństwie za pomocą intymnego portretu własnej matki, chorej na schizofrenię. W konwencji kina drogi od jednego szpitala do drugiego, obok scen z Renée, obecne są także psychodeliczne wideoklipy. Wreszcie odważną i bezkompromisową spowiedź przedstawił Koreańczyk, pupil światowych festiwali, który po samobójczej próbie aktorki, grającej w jego ostatnim dziele znikł na kilka lat. Okazało się, że w nieogrzewanej chacie na przedmieściach analizował swoje życie i twórczość, w przerwach majsterkując przy ekspresie do kawy i pistolecie, z którego w finale Arirang symbolicznie strzela do postaci ze swoich poprzednich filmów. Te trzy filmy, mniej lub bardziej osobiste i autotematyczne, eksplorują zarazem fascynujące pogranicze dokumentu i kreacji, biografii osobistej i najbliższych osób. Ale były w Cannes także dokumenty czystej krwi, albo fabuły niezmiernie się do dokumentalizmu zbliżające. Zapadły mi w pamięć dwa filmy latynoamerykańskie pokazywane w Quinzaine: El Velador Natalii Almady i Porfirio Alejandro Landesa. Drugi to międzynarodowa produkcja z Kolumbią w pierwszym rzędzie. Reżyser wyszedł od gazetowej notki o ubogim kalece, który został złapany na próbie wysadzenia rejsowego samolotu. Po dotarciu do bohatera i wielu miesiącach rozmów, Landes zaproponował mu fabularną rekonstrukcję wydarzeń, z jego udziałem w głównej roli i asystą w postaci jego partnerki oraz syna. Powstał przekonujący portret podwójnie wykluczonego obywatela, zmuszonego do ostatecznych środków w walce o godność. Ultraminimalistyczny styl podkreśla uwięzienie kamery w jednym punkcie i lokacji, całkowicie w zgodzie z tematem. Natomiast pierwszy z wymienionych filmów, to meksykański, stuprocentowy dokument, utrzymany w podobnej estetyce, z dużym udziałem ogólnych planów i nic-nie-znaczących-chwil. Pozornie bohaterem jest stróż cmentarza mafijnych ofiar wojen narkotykowych, którym rodziny stawiają najbardziej ekstrawaganckie i kosztowne mauzolea. Pozornie, bowiem istotniejsze stają się same budowle, pomniki pychy i braku smaku, co składa się na inteligentny komentarz do aktualnie palącego problemu tego kraju. Fascynujące, jak ciągle w kinie mówiąc mało czy wręcz nic, można powiedzieć tak wiele i w tak wymowny sposób.

Także po to jest Cannes.

Artykuł ukazał się w Miesięczniku ODRA

Dodaj komentarz


Recenzje

Not a Pretty Story

Magdalena Kargul

„I Am Not Your Negro”, reż. Raoul Peck (źródło: materiały prasowe Magnolia Pictures)

Otwieranie formy

Paweł Bień

Oskar i Zofia Hansenowie (źródło: materiały prasowe organizatora)

Ucieczka do przodu

Sebastian Pytel

„Człowiek z magicznym pudełkiem”, reż. Bodo Kox, 2017 (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Świat zahibernowany

Piotr Jemioło

„Zero K”, Don DeLillo, Oficyna literacka Noir sur Blanc, 2017 (źródło: materiały prasowe wydawcy)

W grotach pamięci

Rafał Augustyn

Alberto Ginastera, „Bomarzo”, fot. Javier del Real (źródło: materiały prasowe Teatro Real w Madrycie)
więcej artykułów

Opinie

Rozmowy

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

14. Festiwal Sztuki ArtFest im. Bogusława Wojtowicza

Od 21 listopada do 10 grudnia 2017 roku

Plakat 14. Festiwalu Sztuki ArtFest im. Bogusława Wojtowicza (źródło: materiały prasowe)

Chór Alexandrowa – polska trasa koncertowa

Od 21 do 26 listopada 2017 roku

Chór Alexandrowa (źródło: materiały prasowe organizatora)

Lwów, 24 czerwca 1937. Miasto, architektura, modernizm

Od 1 grudnia 2017 roku do 8 kwietnia 2018 roku

Wawrzyniec Dayczak, projekt Wyższej Szkoły Handlu Zagranicznego przy ul. Sakramentek, widok perspektywiczny, 1934–1938, flamaster i tusz na kalce technicznej, 40,5 x 53,5 cm, ze Zbiorów Specjalnych Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie (źródło: materiały prasowe organizatora)

12. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Opowiadania Superbohaterowie

Od 15 do 19 listopada 2017 roku

Grupa Studnia O. „Don Kichot i jego opowieści” (źródło: materiały prasowe organizatora)

David Lynch. Silence and dynamism

Od 12 listopada 2017 roku do 18 lutego 2018 roku

„Shadow of a Twisted Hand Across My House”, 1988, Copyright: David Lynch (źródło: materiały prasowe organizatora)

43. Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2017

Od 10 listopada do 31 grudnia 2017 roku

Sebastian Krok, Amor, 2016, tempera, akryl, alkid, lakier do podłóg na pościeli nabitej na krosno, 23x30 cm (źrodło: materiały prasowe organizatora)

Odciskanie świata

Od 11 listopada do 31 grudnia 2017 roku

Fot. Sandra Kępa (źródło: materiały prasowe organizatora)

Kryptonim Żegota – ukryta pomoc, pomoc ukrytym

Od 16 listopada 2017 roku do lipca 2018 roku

Polskie i żydowskie dzieci, podopieczni domu sierot w Poroninie, po 1945, wł. prywatna (źródło: materiały prasowe organizatora)

37. Konkurs im. Marii Dokowicz – Najlepsze Dyplomy UAP

Od 10 do 16 listopada 2017 roku

Natalia Zakrzewska, Najlepsze Dyplomy 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora

Leszek Żurek. Lutry. Dokument wyobrażony

Od 12 listopada 2017 roku do 30 stycznia 2018 roku

Bez tytułu, fot. Leszek Żurek, 2015-2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR