Z Etgarem Keretem rozmawia Piotr Czerkawski

Piotr Czerkawski: Często powtarzasz, że na początku kariery pisanie stanowiło dla ciebie formę autoterapii po śmierci przyjaciela. Od tego wydarzenia minęło sporo czasu, udało ci się zdobyć uznanie i zyskać oddane grono wielbicieli. Jak bardzo Keret – uznany mistrz różni się od Kereta – nieopierzonego debiutanta?

Etgar Keret: Odkąd zacząłem tworzyć, rzeczywiście wiele się zmieniło. Zostałem doceniony, zrobiłem się bardziej pewny siebie, ale gdy siadam do pisania nie myślę o tym, jaki nakład osiągnęły moje powieści i na ile języków je przetłumaczono. Proces tworzenia pozostał taki sam. Wciąż stanowi dialog między umysłem a podświadomością. Kiedy skończę opowiadanie, zaczynam myśleć o tym, gdzie je opublikuję, ile zarobię i innych tego typu rzeczach, ale gdy piszę, nie liczy się dla mnie nic poza tworzoną historią. Pod tym względem od początku kariery zachowuję się dokładnie tak samo. Nie wiem, czy za 10 lat wciąż będę w stanie pisać, ale jeśli tak, to moja postawa na pewno się nie zmieni.

Etgar Keret, 2005, fot. Moti Kakayon

Etgar Keret, 2005, fot. Moti Kakayon

Chcesz  powiedzieć, że boisz się sytuacji, w której usiądziesz przed pustą kartką papieru i nie będziesz w stanie zapisać na niej słowa?

– Zdolność pisania i umiejętność wykorzystania tej zdolności to dwie osobne sprawy. Nie mam obaw, że zablokuję się na przykład przez to, że stracę popularność. Natomiast nigdy nie mogę być pewny, że w danej chwili będę potrafił wyposażyć moją twórczość w odpowiednią dawkę szczerości i przenikliwości. Istnieją cztery przypadki, w których czuję się pozbawiony kontroli nad teraźniejszością: gdy piszę, gdy bawię się ze swoim synem, gdy uprawiam seks i gdy palę trawkę.

– Boję się pytać, co z tego zestawu sprawia ci największą przyjemność… Gdy śledzę twoją karierę, odnoszę wrażenie, że nie brakuje ci powodów do radości. Jesteś cenionym pisarzem, w Izraelu robisz furorę także jako satyryk i twórca komiksów, a gdy chwyciłeś za kamerę, by nakręcić pierwszy film, wyjechałeś z Cannes z nagrodą za najlepszy debiut. Wszystko, czego dotkniesz, zamienia się w złoto. To błogosławieństwo czy przekleństwo?

–  Z pewnością sukces jest dla mnie błogosławieństwem. To zabawne, bo gdy zaczynałem pisać, nie miałem wrażenia, że moje życie jest szczególnie udane. Często odczuwałem coś, co Francuzi nazywają esprit de escalier – zdawałem sobie sprawę, że powinienem coś zrobić, gdy było już o dzień lub dwa za późno. Potem zyskałem możliwość, żeby przenieść wiele moich emocji i aspiracji w wymyśloną przestrzeń literatury. Mimo wszystko, ciągle mam wrażenie, że określenie „spełniony pisarz” jest dość oksymoroniczne. Jeśli jesteś spełniony, nie jesteś pisarzem. Kiedy na przykład sprzedajesz samochody, masz pewność, że wszystko dzieje się naprawdę i dzięki temu osiągniesz wymierne korzyści. Tymczasem gdy zamykasz drzwi od pokoju i zaczynasz pisać o ludziach, którzy nie istnieją i sytuacjach, które nigdy się nie wydarzyły, czujesz się bardzo nienaturalnie.

–  Ten niepoważny zawód zdajesz się traktować bardzo serio. Twoje opowiadania od lat charakteryzuje przecież niezmienna, bardzo precyzyjna struktura formalna. Kolejne tomy różnią się jednak od siebie tematyką i nastrojem.

– Kiedy porównasz opowiadania z debiutanckiego tomu Rury z tymi zamieszczonymi w 8 % z niczego, dostrzeżesz, że moich starych tekstach było więcej gwałtowności i przemocy. Późniejsze opowiadają bardziej o temperaturze związków i charakterze międzyludzkich relacji. Duży wpływ na to, co piszę, miały narodziny mojego syna. Do tej pory bardzo lubiłem pisać swoje opowiadania z perspektywy dziecka. Odkąd zostałem ojcem, nie potrafię już tego robić. W swoim ostatnim zbiorze zawarłem dużo opowiadań o dzieciach, ale przyjmuję w nich punkt widzenia rodzica. Gdybym nie był ojcem, z pewnością nigdy nie byłbym w stanie ich napisać.

–  Dzięki synowi odbyłeś przyspieszony kurs dorosłości?

– Za sprawą dziecka zyskujesz świadomość własnej niekompetencji. Zdajesz sobie sprawę, że nie rozumiesz świata i nie potrafisz go kontrolować. Wiem, że od swojego syna mogę się wiele nauczyć. Pamiętam, że gdy pewnego razu się nim opiekowałem, powiedziałem, że ma do wyboru dwa warianty: możemy albo zostać w domu albo wyjść na zewnątrz. Moje trzyletnie wtedy dziecko zastanowiło się przez chwilę i zapytało: „Tato, jesteś pewien, że nie istnieje trzecia opcja?”. Pomyślałem sobie, że to najlepsza definicja pisania, jaką kiedykolwiek usłyszałem! Przecież chodzi w nim właśnie o to, by być w środku i na zewnątrz jednocześnie.

Często podkreślasz, że  kolejność opowiadań w każdym tomie jest przez ciebie starannie przemyślana. Jaki jest twój autorski przepis, na podstawie którego zestawiasz ze sobą kolejne teksty?

– Konstrukcja tych tomów wydaje mi się bardzo muzyczna. Nie lubię, gdy opowiadania obok siebie są utrzymane w tym samym tonie i odrzucam proste myślenie typu: „mam dwa bardzo smutne teksty, więc umieszczę obok nich jakiś wesoły”. Nie chciałbym, żeby opowiadania w zbiorze były jak kolejne rozdziały tej samej powieści. Wolę, by działały na czytelnika jak przejażdżka rollercoasterem: najpierw bawiły, relaksowały, by potem niespodziewanie go przerazić.

– Choć często określa się twoją „rollercoasterową” prozę jako poetycką, zarzekasz się, że nigdy nie napisałeś ani jednej linijki wiersza. Czujesz, że prozaik tłamsi w tobie poetę?

– Myślę, że moja proza może być poetycka właśnie dlatego, że nie potrafię pisać poezji. Mam naturalną tendencję do chwytania się luźnych skojarzeniami i braku myślowej spójności. Tym, co chroni mnie przed popadnięciem w zupełny bełkot i czyni moje myśli zrozumiałymi dla czytelników, jest właśnie prozatorska fabuła. Przypomina kręgosłup dziwacznego mutanta, którym jest cała moja literacka twórczość. To zabawne, bo pewien brak komunikatywności jest charakterystyczny dla całej mojej rodziny.

Strony: 1 2

Piotr Czerkawski – krytyk filmowy, dziennikarz kulturalny, festiwalowy obieżyświat, kinofil z powołania. Regularnie publikuje m.in. w „Dzienniku. Gazecie Prawnej”, „Kinie” i „Ekranach". Współautor książek „Lenartowicz – twórca osobny” , „W drodze do sąsiada. Polsko-niemieckie spotkania filmowe” oraz „Zanussi – przewodnik Krytyki Politycznej” (w przygotowaniu). Wierzy, ze w poprzednim wcieleniu był różowym flamingiem. Mieszka i pracuje we Wrocławiu.

Artykuł ukazał się w Miesięczniku ODRA (nr 3/2011)

Dodaj komentarz


Artykuły

Recenzje

Opinie

Czytelnia

Myślnik

Wydarzenia

VII Przegląd Młodej Sztuki „Świeża Krew”

Od 15 września do 12 października 2017 roku

Alicja Kubicka, „Pogrzeb pisarza” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Modernizm na Węgrzech 1900–1930

Od 23 września 2017 roku do 7 stycznia 2018 roku

Károly Kernstock, „Wiosna” (projekt witrażu w willi Schiffera), 1911, Janus Pannonius Múzeum (źródło: materiały prasowe organizatora)

Art WORK. Artyści o pracy

Od 22 września do 31 października 2017 roku

Marcin Berdyszak, „Le danse macabre de terrorisme” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Japońska układanka

Od 3 września 2017 roku do 7 stycznia 2018 roku

Widok wystawy „Japońska układanka” , fot. Rafał Sosin (źródło: materiały prasowe organizatora)

Piotr Siudeja. DO ODCIĘCIA. Cięcie, beton, czerń

Od 22 września do 12 listopada 2017 roku

Piotr Siudeja, „Klatka I”, tynk, olej na płótnie, 2014 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Piotr Ambroziak. Plujący obraz

Od 22 września do 14 października 2017 roku

Piotr Ambroziak, bez tytułu, akryl, spray, 100×117 cm, 2017 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Imbalance

Od 22 września do 19 listopada 2017 roku

Julius Von Bismark (źródło: materiały prasowe organizatora)

Zwierzyniec zaprasza – Rakowice

Od 22 września 2017 roku do 25 lutego 2018 roku

Osiedle Ugorek w budowie, lata 60. XX w., fot. Henryk Hermanowicz (źródło: materiały prasowe organizatora)

Znajduję starożytności bardzo piękne. Antyk okiem kolekcjonera

Od 20 września 2017 roku do 30 listopada 2019 roku

„Znajduję starożytności bardzo piękne. Antyk okiem kolekcjonera”  (źródło: materiały prasowe organizatora)

Moda i kino. Kostiumy filmowe kolekcji CeTA

Od 17 września do 30 grudnia 2017 roku

„Test pilota Pirxa”, proj. Alicja Wasilewska; fot. Michał Stenzel (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR