Miałem białe buty ze szwem dookoła podeszwy. Mama długo nie mogła znaleźć odpowiednich na tę okazję, pamiętam jak jeździliśmy po różnych sklepach i przymierzaliśmy brzydkie, proste buty, albo szukaliśmy wśród masy trampek czegoś, co mogłoby się nadawać do ubrania na Pierwszą Komunię Świętą. Garnitur został kupiony ze starego portfela mojego ojca, który był wówczas majorem lotnictwa i ze specjalnego wojskowego sklepu przynosił nieokartkowaną kiełbasę. Żadna kiełbasa bez kartek nie była lepsza od tej, wędzonej w słoikach ze smalcem pod kredensami babci Ani, albo szynki suszonej w damskich pończochach pod sufitem rogowego pokoju. Szynka w czarnej pończosze do tej pory jest dla mnie wielką zagadką łączącą w sobie okruchy dziecięcego głodu z kroplami sytości, czego nie mam zamiaru rozwiązywać w gardle tej kartki.

Na uczcie z okazji Pierwszej Komunii było dużo gości i dużo szynki. Jednych bolały głowy, inni byli przemęczeni podróżą, kilka cioć pomagało mamie w kuchni, wszyscy szli do kościoła rożnymi drogami. Prezenty były dla mnie dużym zaskoczeniem. Nie sądziłem, że moje modlitwy, spowiedź, komunia będą w jakikolwiek sposób nagradzane. Wspólnie z siostrą wszystkie pieniądze oddaliśmy mamie na wieczne przechowanie. Kolorowe papierki leżały na półce pod ścierkami w kuchennej szafce pod oknem i zaprocentowały zimą nową ciepłą odzieżą. Wśród łańcuszków, medalików, pieniędzy jakie dostałem znalazły się dwa prezenty niecodzienne.

Kiedy wróciłem z kościoła do domu oświecony białym płatkiem komunii w progu czekała na mnie klęcząc moja matka chrzestna Alicja Nowak z Jeleniej Góry, którą odwiedzałem już kilka razy w zimie na sankach, a później także z nartami. Pod jej domem, gdzie mieszkały w pewnym momencie cztery pokolenia, była wielka i pociągająca góra z lasem. Zjeżdżając na sankach trzeba było uważać na znajdujący się w dole płot i ulicę zupełnie nieruchliwą ale asfaltową i posypywaną w zimie piaskiem. Matka chrzestna Alicja klęczała przede mną długo, a nawet jak na moje ówczesne poczucie czasu zbyt długo. Wszyscy zgromadzili się wokół gdy ona czytała mi napisany przez siebie specjalnie na tę okazję wiersz – długi, na stronę maszynopisu ułożony szeroką frazą. Nie mogłem pogodzić się z faktem, że ona klęczy przede mną. Rozumiałem to, że klęczy się przed Bogiem. Bóg był kimś ważnym, a nawet groźnym, tak samo jak ważny i groźny był mój ojciec. To jego wzroku najbardziej obawiałem się w tamtym momencie. Chciałem, żeby ciocia po prostu wstała, nawet mogła dalej czytać, ale żeby wstała, no i w końcu podarowała mi tą tajemniczą kopertę, którą wymachiwała koło nosa i którą próbowałem już kilka razy bezskutecznie złapać. Zdarzenie minęło szybciej niż mi się zdawało. To znaczy, że jeżeli zdarza mi się być w jakiejś dyskomfortowej sytuacji, to po pewnym czasie, jeśli nie mogę jej przerwać, wolę zaaprobować jej wieczność. Ciocia wstała i podarowała mi książeczkę, wiersz schowany w skrzydełku i kopertę.

Wiersz ma swoją odrębną historię. Czytałem go później wiele razy. Znam go prawie na pamięć. Służył mi w ciężkich chwilach mojej łobuzerskiej młodości z czasów podstawówki. Wtedy, kiedy nie znajdowałem zrozumienia ani u rodziców, siostry, kolegów, nauczycieli i księdza na katechezie. A wiadomo, że takie chwile bywają.

Drugi prezent to książki jakie dostaliśmy wspólnie z siostrą od jej matki chrzestnej Danuty Czerniawskiej z Mirosławca, która łączy się w pewien sposób z moją matką chrzestną, gdyż obie nie miały i nie mają do tej pory mężów. Od cioci Danki dostaliśmy dwa tomy “Motorów” Emila Zegadłowicza, szytych, oprawionych w ciemnożółty materiał i album pn.: “Malarstwo polskie”. “Motory” zaczynałem czytać kilka razy, ale zawsze odrzucała mnie metafizyka zawartych w nich seksualnych opisów. Wielkie, nieopisane wrażenie wywarło na mnie “Malarstwo polskie” a szczególnie dwa obrazy: “Szał” Władysława Podkowińskiego, który trafiał do mojej młodej wyobraźni i oświetlał ją przez kilka następnych lat, póki nie zobaczyłem reprodukcji tego obrazu zrobionej (na specjalne zamówienie) przez mamę mojego przyjaciela Mateusza Piecha i “Zrób to sam” Eugeniusza Getasa Stankiewicza. “Szał” interesował mnie dopóki widziałem go w małym formacie i w albumie. Nie podobało mi się, że ktoś zamawia reprodukcję, dużego formatu, dostępną oczom innych osób. Dla mnie obraz Podkowińskiego był intymny. Osobiście nie mógłbym powiesić takiego rozkiełznania na ścianie.

Drugi obraz, obiekt – nie wiedziałem właściwie, co to jest – przybił moją wyobraźnię na długie lata. “Zrób to sam” Eugeniusza Getasa Stankiewicza komentowaliśmy wspólnie z siostrą wiele razy, pokazywaliśmy innym koleżankom i kolegom, którzy do nas przychodzili. Niezliczoną ilość razy patrzyłem na ten obiekt i nie potrafiłem go zrozumieć. Wiele myślałem o artyście i nie jestem pewien, czy nawet nie pomodliłem się któregoś razu w jego intencji, aby Bóg wybaczył mu jego zuchwałość. Bo tak ten obraz postrzegałem. Przez niego starałem się zobaczyć artystę. Artystę z jednej strony odważnego, a z drugiej zuchwałego.

Jako student wielokrotnie widywałem Getasa Stankiewicza w okolicach Rynku, na Odrzańskiej. Lubię przechodzić koło jego kamieniczki z odlewem assemblage’u, natomiast kilka dni temu napisałem wiersz, albo po prostu, parę pionowo ułożonych słów. Oto one.

Gwóźdź

(…)

milczysz
mistrzu
Getasie

przez chwilę zdawało się
że to ścianę
masz na ustach

1 komentarz do artykułu “Robienie”

  1. Roma

    Takie historie to się lubi. Powinien pan wydać jakąś serię opowiadań z życia. Ja chętnie przeczytam.

Dodaj komentarz


Recenzje

Rozmowy

Czytelnia

Wydarzenia

Janusz Mielczarek – W poszukiwaniu różnych stanów piękna

Od 16 grudnia 2018 roku do 20 stycznia 2019 roku

Janusz Mielczarek, fot. Tomasz Sętowski (źródło: materiały prasowe organizatora)

Krzysztof Mańczyński. Malarstwo. 50 lat pracy twórczej

Od 14 grudnia 2018 roku do 24 lutego 2019 roku

„Przystanek IV”, 1984/1985, olej, płyta pilśniowa, Fot. Marcin Kucewicz (źródło: materiały prasowe organizatora)

Marcin Płonka. Topiel

Od 7 grudnia 2018 do 11 lutego 2019 roku

Marcin Płonka, „Topiel”, Muzeum Współczesne we Wrocławiu (źródło: materiały prasowe organizatora)

Joanna Concejo. Concetto

Od 6 grudnia 2018 roku do 31 stycznia 2019 roku

Joanna Concejo, „Studnia” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Grupa Krakowska 1932–1937

Od 2 grudnia 2018 roku do 31 marca 2019 roku

„Kompozycja”, Bolesław Stawiński, ok. 1934, fot. Wojciech Rogowicz (źródło: materiały prasowe organizatora)

Myślenie miastem. Architektura Jana Zawiejskiego

Od 28 listopada 2018 roku do 22 kwietnia 2019 roku

„Myślenie miastem. Architektura Jana Zawiejskiego” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Wystawa Coming Out 2018 w Koneserze

Od 30 listopada do 21 grudnia 2018 roku

Wystawa „Coming Out 2018” w Koneserze (źródło: materiały prasowe organizatora)

Six memos / Sześć przypomnień

Od 23 listopada do 20 grudnia 2018 roku

Fabio Tasso, „EOBSY18”, 2015-2018, żywica, pył marmurowy, pigmenty (źródło: materiały prasowe organizatora)

Alojzy Gryt. Czas – okruchy, fragmenty, znaki

Od 23 listopada 2018 roku do 14 stycznia 2019 roku

Alojzy Gryt, Z serii „Krajobrazy”, 2011 papier, fot. Stanisław Sielicki (źródło: materiały prasowe organizatora)

25. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Etiuda&Anima

Od 20 do 25 listopada 2018 roku

Kadr z filmu „Żółta łódź podwodna”, reż. George Dunning (źródło: materiały prasowe organizatora)

więcej wydarzeń
U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR